POLACY WOBEC SPRAWY ŁUŻYCKIEJ W OKRESIE II WOJNY ŚWIATOWEJ

W artykule "Z dziejów polskiej dezinformacji" przedstawiłem sprawę Serbo-Łużyckiego Komitetu Narodowego w Warszawie w okresie okupacji hitlerowskiej wspominając, że była to inicjatywa oddolna, na marginesie Akcji "N". Należy więc wyjaśnić, iż polskie czynniki oficjalne w l. 1939 - 1945 nie wykazywały większego zainteresowania sprawami łużyckimi, co wiązało się przede wszystkim z ich stanowiskiem wobec przyszłych zachodnich (a w związku z tym i wschodnich) granic Polski.

Program umiarkowany, obejmujący tylko Śląsk Opolski, z góry oczywiście wykluczał jakiekolwiek plany związania Łużyc z Polską. Również samo poruszanie problemu łużyckiego nie wchodziło w grę zgodnie z uchwałą Rady Ministrów z 7.X.1942 r., w której przestrzegano przed wysuwaniem dalej idących żądań ze względu na ryzyko utraty terenów Wschodnich. Powtórzył to Marian Seyda, kierujący Ministerstwem Prac Kongresowych, w depeszach do Delegatury z lutego 1944 r. Kontynuował tę linię również premier Tomasz Arciszewski.

Przede wszystkim umiarkowane stanowisko M. Seydy, który na pewno nie miał zamiaru podjąć inicjatywy Serbo-Łużyckiego Komitetu Narodowego zaważyło na nie poruszaniu sprawy Łużyc na forum międzynarodowym.. Łużyce w pracach podległego mu resortu traktowane były jako terytorium niemieckie, w postulatach Polski na przyszłą konferencję pokojową z grudnia 1942 r. określono je jako "lewy brzeg Nisy Łużyckiej", mający podlegać luźniejszej okupacji polskiej i czechosłowackiej. Na stanowisku Rządu niewątpliwie zaważył fakt, że nawet działacze Stronnictwa Narodowego w Londynie (grupa Tadeusza Bieleckiego) prezentowali w stosunku do granic zachodnich mało ofensywne poglądy.

Również w przypadku koncepcji granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej objęcie bezpośrednim zainteresowaniem Łużyc nie było brane pod uwagę. W jednym z opracowań Delegatury (prawdopodobnie z 1943 r.) ujęto to najbardziej zwięźle: "Granica na Odrze i Nysie Łużyckiej stanowi kres naszych dążeń na zachodzie, nie tylko w rozumieniu terytorialnym, ale również ideologicznie. Po cóż mielibyśmy tam iść?"

Pewne zainteresowanie sprawą Łużyc wykazywał premier Władysław Sikorski, zapewne pod wpływem opracowań Ruchu Zachodnio-Słowiańskiego, o którym w dalszej części artykułu. Wynikało to z bardziej ofensywnych koncepcji premiera odnośnie granicy zachodniej. W związku z tym już w 1941 r. zlecił on Delegaturze opracowanie memoriału w sprawie łużyckiej. W materiale tym optymistycznie oceniono możliwości regeneracji życia narodowego na Łużycach i przedstawiono krótki szkic dziejów związków polsko - łużyckich. W kwestii politycznej jednak stwierdzono tylko, że Łużyczanie zasługują na wolność i stanowią najdalej na zachód wysuniętą tamę przeciw ekspansji germańskiej.

Również w późniejszym okresie czynniki krajowe - Krajowa Reprezentacja Polityczna i Rada Jedności Narodowej, odrzucając koncepcję granicy na Nysie Łużyckiej, nie obejmowały też zainteresowaniem politycznym Łużyc.

Nie oznaczało to wszakże zgody na dalszą przynależność Łużyc do Niemiec. Było to raczej uznanie de facto tego terenu za strefę interesów czeskich. W oficjalnych dokumentach dotyczących konfederacji nie ma wprawdzie na ten temat wzmianki, lecz wynikało to raczej ze stanowiska Benesza, który przede wszystkim oficjalnie musiał bronić nienaruszalności granicy z 1937 r. Łużyce już od 1918 r. były jednak przedmiotem dążeń czechosłowackich, w co aktywnie zaangażowany był Benesz (zaraz po zakończeniu działań wojennych w 1945 r. Czesi podjęli akcję na rzecz ich przyłączenia). Takie stanowisko prezentował Departament Spraw Zagranicznych Delegatury, który w ekspansji czeskiej na Łużyce widział ułatwienie dla polskich dążeń na Śląsku. Tak też rozumiały to krajowe środowiska ofensywne ubolewając, że "układ czesko - polski pomija także milczeniem sprawę łużycką, oddając Łużyczan na łup czeskiej zaborczości."

Większe zainteresowanie problematyką łużycką wykazywała Sekcja Zachodnia Departamentu Informacji i Prasy Delegatury, gdyż byli zatrudnieni w niej ludzie już przed wojną zajmujący się zagadnieniem ziem zachodnich. Nie miało to jednakże większego wpływu na politykę rządu. Ich poglądy będą przedstawione niżej, przy omawianiu stanowiska środowisk politycznych. W tym miejscu warto jedynie zwrócić uwagę, że w materiałach o ziemiach zachodnich przesłanych do Londynu pada nazwa "Limes Sorabicus", jako naturalna granica zachodnia Europy Środkowo - Wschodniej.

Generalnie stwierdzić należy, że realistyczne stanowisko polskich czynników oficjalnych wobec możliwości polskiej ekspansji terytorialnej na zachód oraz świadomość niechętnego stosunku Anglosasów do polskich dążeń w ogóle wykluczały polityczne zaangażowanie w sprawy Łużyczan, które bardziej odwoływały się do sfery emocjonalnej. Na pewno istniało osobiste zainteresowanie tym zagadnieniem polityków polskich, którzy poruszać je mogli w różnych okolicznościach, jak np. ambasador Stanisław Kot w rozmowie ze Stalinem.

Takie stanowisko organów władzy dowodzi, że zasiadający w nich przedstawiciele stronnictw politycznych, pomimo wielu różnic, zgodni byli w zachowaniu dystansu wobec sprawy łużyckiej. Inne stanowisko prezentowała prasa, zarówno główne organy, jak i pisma wydawane przez działaczy niższego szczebla. Podczas analizy poglądów poszczególnych ugrupowań na sprawy przyszłych granic Polski oraz jej roli w Europie Środkowej, z czym związane było podejście do problematyki łużyckiej, rzuca się silnie w oczy, wspomniana wyżej różnica między racjonalnym a emocjonalnym podejściem do wymienionych zagadnień. Na przykładzie obozu narodowego widać, że im młodszy wiek działaczy, tym większe było poparcie dla Łużyczan.

Spośród czterech głównych stronnictw najsilniej kwestię łużycką poruszało SN, zgodnie z deklaracją kwietniową 1939 r. formułując postulat "wyrwania Łużyc spod niemieckiego władztwa" i zagwarantowania im "nieskrępowanego rozwoju narodowego". Kwestię tę wiązano więc zazwyczaj z postulatem granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, której zabezpieczeniem miały być niezależne od Niemiec Łużyce. Tę linię prezentował przede wszystkim "Warszawski Dziennik". Kwestia łużycka była też elementem idei reslawizacji całych wschodnich Niemiec, w czym Łużyczanie odgrywaliby kluczową rolę, jako najbardziej świadomi i jedyni, którzy zachowali słowiański język. Reslawizacji poddać miano zarówno ziemie włączone do Polski (Pomorze Zachodnie i Śląsk), jak i całe Połabie, które stopniowo ulegać miało wpływom Polski. Przeważnie też same Łużyce miałyby już od razu być włączone do Imperium Polskiego. Takie koncepcje obecne są już od 1941 r., przede wszystkim w "Walce", "Młodej Polsce" i "Warcie".

Kwestię łużycką podejmowało też Stronnictwo Pracy, postulując również włączenie Łużyc do Imperium Polskiego, głównie za sprawą działaczy grupy "Unia", która połączyła się z SP. Stronnictwo Ludowe w mniejszym stopniu również poruszało kwestię łużycką, zazwyczaj w kontekście granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, już w późniejszym okresie wojny. PPS - WRN stała na stanowisku przynależności Łużyc do Czechosłowacji na warunkach autonomii.

Szczególnie aktywnie w propagowanie sprawy łużyckiej zaangażowane były różne nurty ruchu narodowego. Kwestia łużycka w prasie była zazwyczaj elementem w programie maksymalnego odepchnięcia Niemiec na zachód, do linii Sala - Kanał Kiloński i budowy Imperium Słowiańskiego.

W ramach samego SN tę radykalną myśl propagował "Głos", zaznaczając jednak, że będzie to można osiągnąć dopiero za kilkadziesiąt lat, a na razie należy zadowolić się odbudową Łużyc (niekoniecznie przyłączeniem ich do Polski). Podobne koncepcje głosiła grupa "Szańca", wywodząca się z ONR - ABC oraz Miecz i Pług. Polski Ruch Zjednoczenia Słowian ("Myśl Wyzwolona"). Najbardziej aktywna i ofensywna była Konfederacja Narodu powstała z ONR - Falangi postulująca ekspansję we wszystkich kierunkach. Łużyce, tak jak i całe Pomorze (z Rugią), miały być włączone do Polski, zaś dalsze ziemie, łącznie z Lubeką i Kilonią, poddane polskiej kontroli. Problematyka ta poruszana była głównie w dodatku do "Nowej Polski" "Fakty na tle idei" oraz specjalnym piśmie "Biuletyn Słowiański". Podobnie ofensywną politykę, łącznie z budową w Meklemburgii państwa słowiańskiego, propagował Obóz Polski Walczącej wywodzący się z OZN.

Ogólnie rzecz ujmując, w materiałach na temat Łużyc, zamieszczanych w prasie podziemnej, dominują wątki historyczne, szczególnie przynależność tego kraju do Polski w czasach Bolesława Chrobrego, odwoływanie się do solidarności słowiańskiej - potrzeba spieszenia z pomocą najmniejszemu bratniemu narodowi, który od tysiąca lat niezłomnie opiera się brutalnej nawale germańskiej oraz idei Imperium Polskiego, względnie słowiańskiego. Następnie pisze się o wzmocnieniu polskiej granicy zachodniej. Zwraca uwagę fakt, że rzadziej pojawiają się sformułowania negatywne, tj. potrzeba maksymalnego osłabienia Niemiec, niż pozytywne, tj. reslawizacja wschodniej części tego kraju. Wyraźnie była więc akcentowana podmiotowość Łużyczan.

W tym miejscu należy postawić pytanie, na ile problematyka łużycka pełniła w prasie podziemnej funkcję krzepiącego oddziaływania na świadomość społeczeństwa polskiego i czy takie były przede wszystkim intencje wydawców. Niewątpliwie, podawane w roku 1941, 1942 i na początku 1943 informacje, że żyje jeszcze lud, który wytrzymał tysiąc lat niemieckiego panowania, że Polska ma do spełnienia misję dziejową na Zachodzie i przez inne narody jest uważana za mocarstwo, w którym widzą one swe wybawienie, że jest realna możliwość znacznie dalszego przesunięcia granic na zachód, niż jeszcze kilka lat temu można było marzyć, dodawały otuchy czytelnikom. Autorzy publikacji mieli tego świadomość.

Trzeba jednak pamiętać, że prasa podziemna ma stosunkowo wąski i w gruncie rzeczy zamknięty krąg odbiorców. W przypadku pism szeroko zajmujących się kwestią łużycką, zarówno autorami, jak i w większości czytelnikami byli młodzi, radykalni narodowcy. Ich entuzjazm był niewątpliwie szczery, bowiem wynikał on z trwającego od dziesięcioleci procesu eskalacji dążeń rewindykacyjnych na zachodzie w łonie szeroko rozumianego obozu narodowego. Okres okupacji był tego procesu kolejnym etapem. To właśnie ci młodzi z SN, z ONR przed wojną mówili, że nie chcą już więcej cudów nad Wisłą, ale pod Wrocławiem, Szczecinem, Budziszynem. Dla nich, przed samym wybuchem wojny, sztandarową lekturą była "Ziemia gromadzi prochy" Józefa Kisielewskiego opisująca proces niemieckiej ekspansji na wschód i niszczenia Słowian. Wojna z Niemcami stworzyła realną możliwość powrotu na "szlak Chrobrego". Kulminacyjnym punktem tego procesu było powstanie SŁKN. Wiadomość, że odezwali się sami Łużyczanie, że oddają się pod opiekę "skrzydeł Białego Orła", wywołać musiała w tym środowisku prawdziwy entuzjazm, a oczy skierowała już nie na Odrę i Nysę Łużycką, czy nawet Łabę, ale za Salę i Meklemburgię aż do Wendlandu Lüneburskiego. Pomimo eksterminacji obozu narodowego idea obrony Łużyc przeszła na najmłodsze pokolenie, tworzące po wojnie Prołuż.

Na wychodźstwie najaktywniej sprawę łużycką propagował Ruch (na początku Klub) Zachodnio - Słowiański, utworzony jeszcze w Rumunii przez przedstawicieli polskiej myśli zachodniej, takich jak Tadeusz Suliński, czy Tadeusz Halewski, a rezydujący od 1940 r. w Edynburgu. Zajmował się on szerzeniem idei federacji środkowoeuropejskiej. W jego skład wchodzili też Czesi i Słowacy. Pismo RZS "Ruch (później Biuletyn) Zachodnio - Słowiański", zawierające też materiały w języku czeskim, wydawane było również w wersji anglojęzycznej.

W komentarzu Sekcji Polskiej do "Tez ideologiczno - politycznych Federacji Słowian Zachodnich" wydanych w kwietniu 1940 r. w Bukareszcie włączenie Łużyc do Polski określano jako konieczność życiową. W "Biuletynie" zamieszczano materiały o historii Łużyc, wskazywano na nie jako na fragment przyszłej federacji. Na mapach widniały w wąskich granicach, jako część Słowiańszczyzny. Dopuszczano też możliwość przyłączenia ich do Czech. Jak już wspomniałem, pismo to wywierało pewien wpływ na poglądy członków władz polskich w Londynie.

Problematyka łużycka pojawiła się też na łamach prasy polskiej i polonijnej w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie. Szczególnym echem odbiła się w niej działalność SŁKN. Ukazały się też dwie większe publikacje: polskiego jezuity z Chicago F. Domańskiego "Łużyce" i J. Kaczmarka "The Lausitz Serbs. Free Europe" w Londynie.

W przypadku podlegających Moskwie komunistów trudno mówić o miejscu kwestii łużyckiej w polityce tego środowiska, warto jednakże zwrócić uwagę, że problem ten był przez nich zauważany. Wynikało to ze słowiańskiego i zachodniego, w przypadku granic, kierunku propagandy. Poszczególni działacze byli też, jak się wydaje, szczerze zainteresowani losem Łużyczan. Już w 1941 r. mówił o nich Alfred Lampe w audycjach radiowych. Problematyka ta pojawiła się na łamach "Nowych Widnokręgów", gdzie pisano o "Polsce (...) aż po Łabę". Łużyczanami była zainteresowana Wanda Wasilewska. Generalnie jednak, zgodnie z linią sowiecką, komuniści skupiali się na zagadnieniu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Oficjalnie dokumenty ZPP i PKWN nie zawierają więc żadnych wzmianek o Łużycach.

Poza Polakami nikt w czasie wojny sprawy łużyckiej nawet nie zasygnalizował. Prasa anglosaska nie zauważała problemu. Podobnie w opracowaniach na temat przyszłości Niemiec nie uwzględniono Łużyc. Jedyną znaną mi publikacją poruszającą zagadnienie łużyckie jest rzetelna praca szkockiego antropologa G. R. Gayre, w której udowadnia on słowiańskie podłoże etniczne wschodnich Niemiec i proponuje przyłączenie Łużyc do Czech. Działające w Wielkiej Brytanii organizacje ponadnarodowe: Komitet Wszechsłowiański i Klub Federalny Środkowo - Europejski nie tylko nie poruszały sprawy łużyckiej, ale nawet nie wymieniały Łużyczan wyliczając narody słowiańskie.

Tym bardziej w poczynaniach politycznych przywódców mocarstw kwestia łużycka nie była brana pod uwagę. Stalin nie był - przynajmniej oficjalnie - zainteresowany Łużyczanami, choć wiedział o nich zarówno od wspomnianego S. Kota, jak i W. S. Gundorowa, przewodniczącego Komitetu Wszechsłowiańskiego w Moskwie, w którym byli Łużyczanie przygotowujący audycje w radio moskiewskim. W prasowym organie Komitetu "Slaviane" zamieszczono też materiały o Łużycach. W. Churchill mógł wiedzieć o Łużyczanach, jeśli przeczytał list SŁKN doręczony mu przez polskie MSZ. F. D. Roosevelt zaś twierdził, że zna się na problemach Niemiec, a szczególnie Prus, mógł więc również mieć jakieś wiadomości. Jeśli więc Wielka Trójka wiedziała coś o Łużyczanach, to i tak fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w dokumentach. Przy opracowaniu koncepcji przyszłości Niemiec nie uwzględniano bowiem problemu łużyckiego.

W okresie wojny powstały liczne propozycje i plany podziału Niemiec, najwięcej w USA. W żadnych jednak nie brano pod uwagę faktycznej lub domniemanej słowiańskości wschodnich Niemiec. Przeciwnie, teren ten postrzegano wyłącznie jako Prusy - gniazdo wszelkiego zła. Tak więc mieszkańcy tych ziem mieli być potraktowani szczególnie surowo, jako "najgorsi Niemcy". W szczegółowym opracowaniu Departamentu Stanu na temat problemów graniczno - etnicznych w Europie wśród 34 miejsc nie wymienia się Łużyc. Nie było też mowy o poszerzeniu granic Czech, przeciwnie, w pewnym okresie proponowano włączenie do Niemiec Varnsdorfu, Rumburku i Sluknova - miast nad granicą łużycką, które po wojnie odegrały wielką rolę w dziejach Łużyczan. O przyłączeniu Łużyc do Polski w ogóle nie mogło być mowy, skoro Anglosasi byli prawie cały czas przeciwni granicy na Nysie Łużyckiej.

Kształcące intelektualnie i interesujące z politycznego punktu widzenia mogłoby być rozważanie, co by było z Łużyczanami, gdyby zrealizowano któryś z planów zdruzgotania i podziału Niemiec. Pozostając jednak przy samych faktach, stwierdzić trzeba, że plany te nie miały nawet większych szans realizacji. Są one typowym przykładem wpływu emocji na politykę. Realistyczna ocena sytuacji musiałaby doprowadzić do wniosku, że starcie Zachodu z ZSRS jest nieuchronne i w interesie obu stron leży pozyskanie sobie przyszłych, silnych Niemiec jako sojusznika. Dlatego też przyjęcie planu Henry'ego. Morgenthaua na drugiej konferencji w Quebecku już kilka dni później zostało określone jako decyzja podjęta pod wpływem emocji. Swoją drogą, co sądzić o szefach rządów, którzy, jak F. D. Roosevelt mówią "widocznie się nie zastanowiłem, nie miałem pojęcia co podpisuję", albo jak W. Churchill "bardzo żałuję, że to podpisałem". Mimo to, aż do samego Poczdamu ci dwaj politycy ponawiali pomysły rozczłonkowania Niemiec, co byłoby korzystne dla Europy, gdyby w parze z tym rozgraniczono również ZSRS, tego jednak wówczas nie planowano.

Wydaje się, że już jesienią 1943 r. rozdrobnienie Niemiec przestało być możliwe. W Teheranie dokonano praktycznie podziału Europy. W USA przewagę zaczęła zdobywać grupa przeciwna rozczłonkowaniu, o czym świadczy ustąpienie Summera Wellesa. Po tym fakcie zarysowała się wyraźnie linia podziału między Departamentem Stanu kierowanym przez Cordella Hulla i zdominowanym przez WASP-ów, nastawionych przede wszystkim antykomunistycznie, a Departamentem Skarbu z H. Morgenthauem na czele wyrażającym poglądy Żydów nastawionych wówczas głównie antyniemiecko. O ile stanowisko Żydów jest zrozumiałe, to przyczyną postępowania F. D. Roosevelta może być tylko fakt, że (jak stwierdził George Kennan - wówczas jeden z najbardziej trzeźwych polityków amerykańskich) był to "powierzchowny ignorant i dyletant, człowiek o ograniczonych horyzontach intelektualnych nie znający ani trochę Rosji, a słabo Europę". Trudno przypuszczać, aby ten człowiek, tak jak i W. Churchill, który, jak próbował się tłumaczyć, dopiero w marcu 1945 r. zorientował się w prawdziwych intencjach Stalina, mogli interesować się problemem łużyckim. Na wiosnę 1945 r. zaczęła się już jednak gra o Niemcy. Prace Komisji do Spraw Podziału [Niemiec] powołanej na konferencji w Jałcie praktycznie nie rozwinęły się. Sprawa łużycka zależała tylko od splotu okoliczności w polityce mocarstw.
(Tomasz Szkopek)





Pomóżcie głodnym dzieciakom. Za każde kliknięcie płacą sponsorzy, nie Wy. Dzięki. - Konrad.