Pod koniec wojny w ramach przedsięwzięcia o kryptonimie "Riese" ("olbrzym") w Górach Sowich koło Wałbrzycha Niemcy rozpoczęli budowę podziemnego kompleksu. Zamierzali tam nie tylko produkować części do rakiet V-1 ORAZ V-2, lecz także prowadzić badania nad prototypami nowoczesnych broni i silników rakietowych.
Walim i Głuszyca to dziś urokliwe, spokojne miejscowości u podnóża potężnych masywów Wielkiej Sowy i Włodarza, leżące pomiędzy Wałbrzychem a Nową Rudą. Ponad pół wieku temu nie było tu jednak ani urokliwie, ani spokojnie. W okolicznych górach w 1943 roku III Rzesza postanowiła wydrążyć podziemną fabrykę zbrojeniową, w której budowano by nowoczesne rakiety, silniki i prototypy broni eksperymentalnych. Drążenie podziemi okupiono potem, krwią, głodem i śmiercią wielu tysięcy jeńców wojennych.
Całość przedsięwzięcia otrzymała kryptonim "RIESE" - po polsku: "Olbrzym". Wielką budowę "Olbrzyma" okrywano największą tajemnicą. Gigantycznego kompleksu nie zdołano dokończyć, w maju 1945 roku bowiem na teren budowy weszli Rosjanie. Wcześniej Niemcy zdołali wywieźć maszyny i broń, wybić kilka tysięcy jeńców i zamaskować wiele obiektów podziemnych - nie rozpoznanych oraz nie zlokalizowanych do dziś.
Wraz z panią Elą Szumską i Moniką Myszkowską (przewodniczki sudeckie rodem ze Złotego Stoku) dojeżdżamy do Walimia przez Sokolec od strony Nowej Rudy i Kłodzka. Na miejscu dołącza do nas badacz, a zarazem gospodarz podwalimskich lochów - Bogdan Rosicki.
Kompleks "Rzeczka"
Znany jest raport ministra Speera, przygotowany 22 września 1944 roku dla adiutanta Hitlera do spraw Wehrmachtu, w którym podaje on, że do tego czasu wydano na budowę "Riese" około 150 milionów marek. Jest to kwota zawrotna, jak na tamte czasy - prawie pięć razy większa niż w przypadku budowy bunkrów w rejonie Kętrzyna - słynnego "wilczego szańca Hitlera", przy czym koszty niewolniczej siły roboczej - rekrutowanej głównie z obozu Gross-Rosen - były, w porównaniu z Kętrzynem, znikome. Według Speera na "Riese" zużyto więcej betonu niż w 1944 roku na budowę schronów przeciwlotniczych w całej Rzeszy; aż 10 procent całej produkcji cementu przeznaczonej dla gospodarki. Speer podaje, że w 1944 roku istniało ponad 200 tys. metrów sześciennych podziemnej kubatury (obecnie znanych jest tylko ok. 90 tys. m. sześc.). Ale z tej wielkiej ilości betonu do dziś udało się odnaleźć niewiele... Więc może niewiele wspólnego z fantazjowaniem ma teoria, że Niemcy zdążyli przed sowieckim frontem dokładnie zamaskować większą część podziemnych fabryk i miast? Prawdopodobnie zostawili "na odczepne" mniejszą część obiektów, które zostały spenetrowane. Obecnie znane kompleksy to: "Gontowa", "Jugowice", "Osówka", "Rzeczka", "Soboń", "Włodarz" i "Książ".
Przykładem obiektu dostępnego dla turystów są sztolnie i potężne hale kompleksu "Rzeczka" koło Walimia - stanowiące prawie dziesiątą część znanych dziś wyrobisk. Jak w przypadku większości tego typu obiektów, po wejściu na teren spotykamy obetonowaną wartownię; pozostałości śluzy hermetycznej oraz mocowań metalowych drzwi, których grubość wynosiła 1 centymetr.
Największa (nie dokończona i nie obetonowana) hala w Rzeczce - przedzielona olbrzymim zawałem - ma długość 100 metrów, przy wysokości i szerokości ok. 12 metrów. Mnóstwo tu szyn, wózków, rur wentylacyjnych, narzędzi, nie dokończonych obetonowań, zawalonych drewnianych rusztowań i skał. Gdzieś istnieje tajemne przejście w kierunku kompleksu Głuszyca.
Bunkry na Osówce
Jedną z najbardziej tajemniczych osobliwości są naziemne obiekty inżynierskie na zboczach i szczycie góry Osówka, wchodzącej w skład masywu Włodarza w Górach Sowich. Intrygujące są także podziemia Osówki, do zbadania pozostało tam sporo korytarzy, komór i hal.
Bunkier na szczycie Osówki, nazwany przez badaczy "kasynem", straszy ciemnymi bezokiennymi otworami w ścianach. Na dachu, przygotowanym do maskowania, rośnie kilka dzikich krzewów i drzewek. Wokół drzewa obudowane opaskami betonowymi; obecnie istnieją tylko pozostałości obudów.
"Kasyno" - którego przeznaczenia nie ustalono do dziś - ma długość ponad 50 metrów i ściany nośne półmetrowej grubości. Niektórzy uważają, że obiekt miał pełnić rolę jakiegoś lokalnego centrum dowodzenia. Jakie tam "centrum" - sarkają przeciwnicy owej teorii; przecież gdyby obiekt rozpoznało lotnictwo - niechybnie by go zbombardowało. Jeśli już istnieje jakieś centrum dowodzenia, to głęboko pod ziemią. Tam twarda gnejsowa skała, z jakiej zbudowane są Góry Sowie, uniemożliwia skuteczność konwencjonalnego bombardowania.
200 metrów od "kasyna" znajdują się gigantyczne betonowe fundamenty, 30 na 30 metrów, wprowadzone głęboko pod ziemię. Głębokość ich jest nieznana, ponieważ dolna część obiektu zalana jest wodą, której nie można wypompować. Betonowy gigant został położony 50 metrów nad podziemiami Osówki; charakteryzuje się dość skomplikowaną budową: z licznymi kamionkowymi i żelaznymi rurami o najprzeróżniejszej średnicy oraz włazami betonowymi z hermetycznym zamknięciem, wchodzącymi w jego głąb. Przypuszcza się, iż są to pozostałości nie dokończonej siłowni.
Sztolnie wejściowe podziemnego kompleksu "Osówka", również dostępnego dla turystów, zwanego "Podziemnym Miastem Głuszyca", znajdują się mniej więcej w połowie odległości między Walimiem a Głuszycą przy czarnym szlaku turystycznym zwanym szlakiem martyrologii.
Podziemne miasto
- "Osówka" jest najdłuższym, po dzikim kompleksie "Włodarza", znanym obiektem, wybudowanym w ramach megakompleksu "RIESE" - informuje głuszycki badacz "Olbrzyma", a także gospodarz podziemi, Zdzisław Łazanowski. - Długość zinwentaryzowanych korytarzy i wyrobisk wynosi około 2 kilometry. Przypuszcza się, że to tylko połowa albo nawet jedna trzecia całego obiektu. Do wnętrza Osówki prowadzą dwa wejścia, każde na innym poziomie. Różnica wynosi od 12 do 36 metrów. Można zatem przypuszczać, iż "niedokończona" sztolnia wejściowa nr 3 miała prowadzić - lub w rzeczywistości prowadziła - do zupełnie innego poziomu kompleksu "Osówka". Tego jednak, mimo domniemań, jeszcze nie wiemy.
Metodą wybuchową, czasem też mechaniczną, budowano korytarz górny i dolny, potem łukowo poszerzano górny, zawalano strop, kolejką wąskotorową wywożono urobek, a dolny poziom ponownie poszerzano. Potem stawiano drewniany szalunek i rozpoczynało się obetonowywanie. Tak powstawały 8-, 12-metrowej wysokości korytarze i hale, w których z łatwością mogły się zmieścić nie tylko duże ciężarówki, lecz nawet całe składy kolei normalnotorowej.
Megakompleksem "RIESE" po wojnie bardzo interesowała się Armia Czerwona. Po wojnie buszowała w Górach Sowich prawie rok; potem intensywnie poszukiwała tam "czegoś" w 1964 roku. W 1982 roku, podczas stanu wojennego - nocą i skrycie - na stoki Włodarza i Osówki wjeżdżały rosyjskie wojska. Czego szukali w mroku Gór Sowich w poniemieckim "Olbrzymie".
(Rzeczpospolita, 13.04.2001)