Rano zwiedzamy katedrę sandomierską, ekscytujemy się dwunastoma obrazami,
na których podobno przedstawione są losy wszystkich ludzi - można zobaczyć
datę swoich urodzin - to znaczy dzień i miesiąc- każdy z 12 obrazów odpowiada
miesiącom - osoby przedstawione na obrazach pokazują nam, w jaki sposób
zejdziemy z tego świata - są tam najróżniejsi śmiertelnicy i powieszeni i cierpiący z
wykrzywionym wyrazem twarzy. Trochę na smutno, a trochę na wesoło oglądamy
swoje przyszłe losy.
Zwiedzamy Ratusz i podziemne piwnice, mamy trochę atrakcji - gaśnie nam światło.
Potem maszerujemy do Muzeum w zamku sandomierskim.
Wycieczka piesza to zwiedzenie pięknego lessowego Wąwozu Królowej Jadwigi.
Jedziemy do zamku w Baranowie Sandomierskim. Jest naprawdę wspaniały.
Rezydencję w Baranowie Sandomierskim wzniesiono w drugiej połowie XVI w.
z inicjatywy starosty radziejowskiego Rafała V Leszczyńskiego herbu Wieniawa.
Nabył on tą okolicę od Stanisława Górki w 1569 r. Początkowo był to dwór renesansowy
a w zamek rozbudował go jego syn - wojewoda brzeski Andrzej Leszczyński herbu Wieniawa.
Wcześniej, bo w XV w. znajdowała się tu wieża obronno-mieszkalna Baranowskich
herbu Grzymała o której pisał Jan Długosz. Jej szczątki odkryli archeolodzy
pod dziedzińcem zamkowym.
W 1583 r. - Rafał Leszczyński ukończył budowę renesansowego dworu
W Latach 1591-1606 - Andrzej Leszczyński przebudował go w okazały zamek,
wtedy właśnie nadano mu dzisiejszy wygląd. Nie wiadomo komu zlecono projekt
zamku, do niedawna najczęściej wymieniało się nazwisko włoskiego architekta
Santi Gucciego, ale po szczegółowych badaniach ostatecznie wykluczono tą możliwość.
Zwiedzamy Muzeum Siarki i ogród pałacowy z pięknie kwitnącymi wiosennymi magnoliami.
Po południu odwiedzamy zamek w Ujeździe, jest rzeczywiście piękny i imponujący,
chociaż niestety zniszczony, ale jego dawnej świetności można się domyślić.
Ujazd to jeden z najpiękniejszych polskich zamków, niestety jest w tej chwili ruiną.
Unikalny i prawie dziwaczny w formie zespół pałacowy wbudowany w pięcioboczną
fortecę został wzniesiony przez Wawrzyńca Senesa w latach 1621-1644 wg planów
Krzysztofa Ossolińskiego, wojewody sandomierskiego.
Od symboli umieszczonych na bramie wjazdowej - nazywany Krzyżtopór.
Topór - jest herbem Ossolińskich, a krzyż symbolem kontrreformacji.
Zabudowa zamku wyrastała z pięciobocznej gwiazdy, a jej mury zewnętrzne dochodziły do
2 metrów grubości.
Przylegająca do niego wieża słynęła z gabinetu posiadającego w stropie akwarium.
Również inne budynki zbudowane były z przepychem. Nawet konie w stajni miały marmurowe żłoby.
Całość zbudowana na zasadzie kalendarza - okien było tyle ile dni w roku,
komnat - ile tygodni, sal - ile miesięcy, a wież - ile kwartałów w roku.
O tym przepychu krążyły legendy.
Krzysztof Ossoliński zmarł w rok po zakończeniu budowy zamku.
Jego syn władał zamkiem też krótko, bo tylko 5 lat. Zmarł w 1650 roku.
Piękne popołudnie, ale czas jechać do Świętej Katarzyny, gdzie mamy
ostatni już nocleg w schronisku turystycznym.
Wieczorem jest bardzo chłodno, więc z ogniska "nici".
Jedna z grup ma nocleg w dużej sali na parterze. Kiedyś był tu bar
kawowy, teraz duża sala z łóżkami. Dzieciaki są szczęśliwe, nareszcie
wszyscy mieszkają razem i można się bawić. My też tak myślimy.
Dwóch panów(jeden we włóczkowej czapeczce) zagląda do naszego
pokoju i pyta czy bar zamknięty?
Wieczorem spotkanie u nas, a późno w nocy - ostatni gasi światło i hop
do łóżka i - wtedy rozlega się trzask, łóżko się zarywa. Ania dostaje ataku
śmiechu, a Mariola i jej łóżko zapada się jeszcze bardziej.
Niewątpliwie jest to wydarzenie długo jeszcze wspominane w naszych
wycieczkowych szeregach.
|