Strona łódzkich wycieczek majowych ...
Wyjeżdżamy "spod Bogusiów" o godzinie 14.45.
Grzybek i Jasio nie jadą. Szkoda. Czekamy z "zapakowanymi" Bogusiami na Darka i jego córki.
Ruszamy o 15.00 i jedziemy do Częstochowy. Pogoda piękna.
Za Częstochową już czujemy Jurę.
Zastanawiamy się przez moment czy jechać do Mirowa - jesteśmy blisko, ale postanawiamy najpierw
dojechać do hotelu. Przed hotelem panna w długiej czarnej sukni - zjawiskowa
i druga - blondynka - wystrojona podobnie. W restauracji hotelowej - wesele. Ale pokoje mamy
zarezerwowane, więc spokojnie mijamy weselnych gości.
Dostajemy dwuosobowe pokoje na parterze. W pokojach jest zimno i trzeba je przystosować
do mieszkania. Jacek naprawił zamek przy drzwiach, Boguś poszedł do recepcji po żarówki.
Godz, 18.00 - zaplanowaliśmy wyjście na Górę Zborów. Jest wieczór, kwitną drzewa, rozwijają
się listki. Co pisać? Trudno cokolwiek więcej. Wiosna ...
Na Górze Zborów wdrapujemy się na skałki, oglądamy wspinaczy.
Szkoda nam schodzić na dół, widać całą okolicę w zachodzącym słońcu. Jest pięknie i wiosennie.
Wracamy, po drodze spotykamy Piotra, Sylwię, mamę Piotra, panią Tereską i Ewę,
oni też wchodzą na spacer na Górę zborów.
Nie ma jeszcze Wiesia z rodziną. Czekamy na nich.
Kolacja i wieczór u Sylwii i Piotra.
Przyjeżdża Wiesio z rodzinką i razem z nimi piwa +serki+ czekoladki, które kupiliśmy razem w Makro.
Plany na jutro - wyjazd o 8.00.